Kiedy w moje dłonie wpadł SUNDAZE (a było to już jakiś czas temu), wiedziałam, że ma ogromną przewagę nad wszelkimi pulsatorami, które wcześniej testowałam. Był idealnej wielkości. Zgrabny jak posąg Dawida, wygodny jak rękawiczka – leży w dłoni jak ulał. Do tego miał idealną ciężkość. Nie czułam, że jego używanie będzie mnie kosztowało jakikolwiek wysiłek (co w przypadku regularnych pulsatorów już jest tematem), za to da mi to, czego od dobrej zabawki chcę.

Jakieś było moje zaskoczenie, kiedy okazało się, że nie mam do czynienia z pulsatorem takim jak dotąd, nie tylko w kontekście wielkości. Bo SUNDAZE to nie jest pulsator, w sensie czystym. To znaczy, oczywiście, że pulsuje. Korzysta dokładnie z tej samej technologii, która powoduje, że pulsatory poruszają wyobraźnię tylu ludzi. Sundaze jest gadżetem, który jego producent nazwał PULSOWIBRATOREM. I to jest idealne określenie na to, czym ta zabawka jest.

Wibratory przyzwyczaiły nas do pewnego, choć oczywistego scenariusza. Przykładamy tam, gdzie lubimy, ruszając (lub i nie) tak jak lubimy i już. Wszystko zrobione! Uwielbiam tę skuteczność i nie ukrywam, że jeśli sięgam po wibrator, choć nie znoszę bezzruchu nawet w soloseksie, wiem, że wszystko potoczy się sprawnie, w wiadomym kierunku. I że o ile nie włączę do zabawy pewnej inwencji, to wszystko wydarzy się szybko. Zdarzają mi się też dni, kiedy po prostu wibracja nie robi tego, co powinna. Jakby moja wagina była humorzasta i po prostu zirytowana tym, co się dzieje. Tak, moja droga, Twoja wagina też lubi różnorodność! Gdyby tak nie było, nie istniałoby coś takiego jak Ars Amandi. Jesteśmy skonstruowane do tego, żeby nas pieścić i rozpieszczać,a i miło zaskakiwać. Cipka jest pełna zakątków i zakamarków, które zaskakują nawet nas same. I kiedy w zabawę włączy się odpowiednia dłoń lub gadżet, świat nabiera barw jak bujny lipcowy ogród.

Sundaze ma zaskakujący tryb pracy. Nie umiem lepiej tego nazwać, niż ROZBRYKANIE! Tak. Sundaze bryka. Został zaprojektowany tak, że nie tylko pulsuje, o czym wspomniałam, ale też wibruje, uderza, i furczy. Furczy! Nie sądziłam, że kiedykolwiek użyję tego słowa opisując zabawkę erotyczną, a już na pewno pisząc o niej tekst. No ale cóż, stało się. Nie da się inaczej określić wrażenia jakie robi na mnie moje ulubione ustawienie. Pośród szeregu funkcji i ustawień dokładnie 3 kliknięcia PLUS po włączeniu zabawki Sundaze wchodzi w tryb pulsacji, jednak pierwsze ustawienie pulsacji jest właśnie tym, co powoduje, że moje serce furczy razem z nim. Połóż sobie Sundaze na dłoni, ustaw ją tak, by leżał pod kątem 45%, a następnie przyłóż do płaskiej końcówki drugą dłoń. Zobacz co się dzieje, kiedy ruch zabawki przypomina trzepot skrzydeł motyla. Kiedy używasz Sundaze koniecznie wypróbuj tę funkcję na strefie G. Połóż się wygodnie i pozwól zabawce oprzeć się o poduszkę ułożoną blisko Twoich pośladków. Pamiętaj, by ustawić go pod kątem, żeby płaska końcówka dotykała strefy G. Podparcie jest ważne, bo w ciągu kilku chwil zrobi się tak mokro, że Sundaze będzie chciał uciekać. W końcu to duży i silny motyl… ale ile daje radości!

Dla mnie ma idealną moc i prędkość, czuję dokładnie co się dzieje z zabawką, jak mnie dotyka i gdzie. Poza tym jej rozbrykanie w odpowiednim ustawieniu ciała (a kiedy to ciało się rusza, zwłaszcza podczas seksu partnerskiego, jest to dość łatwe do osiągnięcia) powoduje totalne rozbrykanie całej cipki. Wyobrażacie sobie to? Bardzo radosne doznanie. W ogóle wszystkie programy Sundaze niesamowicie zaskakują i autentycznie powodują, że używanie tej zabawki to przygoda i odkrywanie. A kto, kto kocha zabawki erotyczne nie kocha odkrywać? Włączając gadżet odpala się na wyraźnej wibracji, a kolejne trzy kliknięcia MINUSA w dół to ustawienia wibracji. Miłej gładkiej i miękkiej. Być może nie piorunująco porażającej, ale takiej, która idealnie podnieci i podniesie temperaturę. Potem mamy tapping, po polsku nazwane uderzeniami. Faktycznie Sundaze uderza, delikatnie, ale uporczywie. Tu właśnie zaczyna się ROZBRYKANIE, które apogeum osiąga na wspomnianym trybie TRZEPOTU, czyli pierwszej radosnej pulsacji. Kiedy wędrujemy dalej pulsacja poważnieje, wykonuje to, co do niej należy. Jeśli masz taki kaprys możesz wskoczyć w tryb rytmiczny, z którego ja najbardziej lubię nr 10, falujący jak podniecenie. Właściwie, to gdyby to ode mnie zależało wstawiłabym ten rytm na sam początek. Żeby się falująco rozbudzać…

No tak, furczenie, falowanie, brykanie… mam nadzieję, że z tego co piszę łatwo zrozumiecie z jednej strony fascynację, z drugiej totalną dezorientację na temat tego, czym właściwie powinien być idealny wibrator. Bo o ile oczywiście każdy ma swój typ i to jest, oczywiści, wysoce subiektywne… to Sundaze po prostu wszedł z całym konceptem wibratora na INNY POZIOM.
Nic dziwnego. To jest coś znacznie więcej niż wibrator. To pulsowibrator.

Cieszę się, że go mam, ah!