Grease jest produktem, którego nie można używać z prezerwatywami lateksowymi i od tego zaczniemy, bo jest to kluczowa informacja. Grease jest poślizgiem (bo jakoś trudno mówić o nawilżaniu) na bazie tłuszczu. A jak wiemy guma po kontakcie z tłuszczem rozpada się najzwyczajniej w świecie. Jednak z racji jego tłuszczowej bazy, Grease ma masę innych zalet, które docenimy.

Grease oryginalnie został przygotowany na zadania specjalne - seks analny, seks analny z dużymi gadżetami, czy nawet fisting. Jednak wielu mężczyzn, jak zapewnia producent, używa go do masturbacji.

W skład smaru wchodzi wosk, ale też lanolina. Konsystencja jest dość lekka, emulsyjna, jednocześnie zostawia na skórze tłusty film, który pozwala na długie używanie. Zapach jest kontrowersyjny. W pierwszym momencie przywodzi na myśl maść i skojarzenia z thermentiole. Jednym on nie przeszkadza, dla innych jest trudny do zniesienia. Grease nie ma smaku. Nie jest słodki jak większość lubrykantów.

Tłustawy film nie wchłania się, ani nie paruje, dlatego mamy przed sobą perspektywę kochania się dłużej. Taki "zwilżacz" dłużej pozostanie w miejscu aplikacji.

 

 

Grease daje delikatne uczucie ciepła. Ma to wspomagać bardziej wymagające zabawy analne, jednak i przy seksie waginalnym jest to przyjemne. Jeśli przy okazji pomyślimy o seksie oralnym zapach może dla niektórych być nie do przyjęcia. Na szczęście Grease bardzo łatwo zmyć - woda z mydłem szybko pozbywa się problemu. Producent obiecuje dużą śliskość. Faktycznie, "smar" jest śliski. Choć zupełnie inaczej niż naturalne zwilżenie lub lubrykanty wodne. W przypadku seksu analnego z pewnością spełni swoją rolę, a używający będą bardzo zadowoleni.

 

Seks "nasmarowany" wygląda nieco inaczej niż z lubrykantem wodnym. Jednak produkt dokładnie spełnia obietnicę twórców. Sprawdza się dobrze i ułatwia zabawę, niezależnie od formy, jaką wybierzemy.

 

 

Idź do sklepu i sprawdź produkt!




Ciekawy artykuł?
Zapisz się do newslettera i otrzymuj informacje o następnych!