Gdy wychodzimy z klubu, miasto jest już na dobre rozbudzone, dziwi mnie to w pierwszej chwili, ale szybko przypominam sobie, że jest piątek. Powietrze pachnie bzem.

– Zadzwonię po taksówkę.

– Nie, tramwaj jest tuż za rogiem i zatrzymuje się kilkadziesiąt metrów od mojego domu.

– Odwiozę cię. – Nie ma potrzeby. – Chcę cię odwieźć.

– Skoro chcesz...

Idziemy w stronę przystanku. Zdejmuję z siebie kurtkę i bez pytania kładę na jej ramionach, zakrywając skąpą sukienkę. Przyjeżdża jeden tramwaj. Jest napakowany po brzegi, pozwalamy mu odjechać. Przyjeżdża drugi, nieco luźniejszy, wchodzę do niego za nią.

Dziesiątki ludzi w drodze do pracy, część zaspana, część śpi na stojąco. Widzę też kilka wymęczonych po nocy ciał, dziewczynę z rozmazaną maskarą wokół zamkniętych oczu, chłopaka w pomiętym płaszczu, pomiętych włosach i z papierosem za uchem.

Ścisk. Znowu się czuję, jakbym był w klubie, w poruszającym się, pozbawionym muzyki klubie. Zwalnia się obok nas miejsce.

– Usiądę ci na kolanach.

– Mogę postać, ty siadaj.

– Obawiasz się, że cię zmiażdżę?

Siadam i sekundę później po raz pierwszy czuję na sobie jej ciężar. Odchyla się tak, że jej plecy przylepione są do mojej klatki piersiowej. Przeklinam moją kurtkę, gdyby jej na sobie nie miała, czułbym jej ciało o niebo wyraźniej.

Tramwaj nas buja, lecz mam wrażenie, że jej biodra wykonują swoje własne ruchy.

Jej włosy pachną czereśniami i dymem nikotynowym. Bardziej dymem niż czereśniami, ale i tak lubię ten zapach. Czuję, jak mój penis znowu – nie wiem po raz który w ciągu ostatnich godzin – wypręża się w spodniach. Serce zaczyna mi walić w piersi. Boję się kompromitacji, boję się, że za chwilę mnie wyczuje.

Jedna z jej dłoni chwyta moją rękę i kładzie na jej udzie. Kieruje wyżej, chowa pod kurtką.

Odwraca twarz w stronę okna i cicho pyta:

– Odważny jesteś? – W szybie widzę jej blade mówiące odbicie, nawet jej czerwone usta wydają się teraz przyblakłe.

Odwraca się jeszcze mocniej w moją stronę. Ciepły oddech dotyka mojego policzka.

– Dość odważny.

Jej pupa wpycha się mocniej w moje krocze. Teraz jestem pewny, że ruchy jej bioder były zamierzone.

– Czuję, jak twardniejesz.

W ciągu dwóch sekund, podczas których wypowiada to sześciosylabowe zdanie, mój penis raptownie przechodzi ze stanu umiarkowanego spęcznienia w stan pełnej erekcji.

Pochylam się, odgarniam jej włosy i lekko całuję kark. Skóra jest zaskakująco ciepła. Po raz pierwszy doświadczam zapachu jej ciała i czuję się obrabowany, bo nie pachnie sobą, lecz klubem, z którego wyszliśmy. Mimo to nie potrafię się powstrzymać i przejeżdżam po niej językiem. Smakuje potem, słono.

Tramwaj się zatrzymuje, jedni wychodzą, ich miejsce zajmują inni. I nagle odrywa się ode mnie, zdejmuje z siebie moją kurtkę. Jestem przestraszony, nie wiem, co zrobiłem źle, czym ją spłoszyłem, dlaczego zmieniła zdanie, dlaczego chce wszystko przerwać. Ale nie, mylę się. Zdejmuje kurtkę i otula nas nią od pasa w dół. Teraz czuję ją intensywnej, przez cienki materiał sukienki parzy mnie gorąco jej ciała.

Tramwaj rusza, mężczyzna stojący tuż nad nami rozmawia przez telefon. Chłopak siedzący przed nami słucha muzyki, tak głośno, że jej syk dociera do mnie przez stukot tramwaju, przez szum rozmów, przez łomotanie mojego serca.

Moje dłonie są na jej udach pokrytych podartą lycrą. Wolno, nadal niepewnie przesuwają się ku górze i nagle odkrywam, że nie ma na sobie rajstop, a pończochy. Dotykam jej nagiej skóry, a ona lekko rozchyla nogi. Ruch ten jest zachętą, tego było mi potrzeba. Palce docierają do materiału majtek, rozpoznaję fakturę pospolitej bawełny. Lewą ręką oplatam jej talię. Uda znowu się rozsuwają. Materiał jest mokry, chciałbym zobaczyć tę plamkę wilgoci, chciałbym wiedzieć, jakiego koloru są jej majtki. Wiem, że bez względu na to, jaki mają kolor, w miejscu plamki jest on intensywniejszy. Szmatka wrzyna się w szczelinę między jej wargami, zagłębiam tam palec, pocieram. Mam ochotę odsunąć materiał. Jej ciało opiera się o mnie, poddaje się i w poddaniu tym widzę, że lubi mój dotyk. Wsłuchuję się w jej oddech. Masuję ją nieśpiesznie, choć moje palce są niecierpliwe.

Jej ciało unosi się i po raz pierwszy czuję na sobie jej dłoń. Nie bawi się w podchody, nie udaje, że nie wie, czego szuka, od razu jest w okolicach mojego rozporka i rozpina guziki.

Topię się, tonę w tym, co robi. Dobrze, że siedzę, bo czuję zawrót głowy. Gdybym nie siedział, zakołysałby on całym moim ciałem. Wiem, że nie opanowałbym go, wiem, że bym upadł.

Nie spodziewałem się, że taki będzie następny krok. Myślałem, że może uda mi się dotknąć jej nagiej kobiecości, może uda się zanurzyć w nią palce, ale nie marzyłem o tym, że i mój penis weźmie czynny udział w akcji.

Przesuwam wzrok wzdłuż jej policzka, szyi, ramienia, nadgarstków. Jej schowana pod materiałem dłoń dotyka mnie.

Biorę głęboki, uspokajający wdech. Przez moment się boję, że spuszczę się niczym dotykany po raz pierwszy prawiczek. Nie mam pojęcia, skąd u mnie to zdenerwowanie. Jasne, jesteśmy w miejscu publicznym. Ludzie są bardzo blisko, bliżej niż na wyciągnięcie ręki, jednak wiem, że ani miejsce, ani nieświadoma publiczność nie mają wpływu na to, co czuję. Wiem, że gdybyśmy byli sami w ciemnym pokoju, czułbym to samo.

Jej palce są zdecydowane i szybkie, nie wyczuwam w nich wątpliwości.

Zamykam na moment oczy. Tramwaj buja nas rytmicznie.

Mój penis jest między jej mocno zaciśniętymi udami. Znowu zamykam oczy. Gdyby ktoś teraz zdjął z nas moją kurtkę, to od razu zobaczyłby żołądź zdającą się wyrastać spomiędzy jej ud.

Poruszam biodrami, nie potrafię się powstrzymać, bo jak powstrzymać konieczność takich ruchów? Nie jestem w niej, ale i tak czuję się sensorycznie przeciążony. Oddycham szybko.

Ktoś nagle dotyka mojego ramienia. Z zaskoczenia prawie wyskakuję ze skóry, wzdrygam się nerwowo. To tylko osoba siedząca za nami opuszcza swoje miejsce. Jej siedzenie od razu zajmuje ktoś inny.

Tramwaj znowu staje. Drzwi znowu otwierają się z trzaskiem. Znowu tasowanie tych, co dotarli na miejsce, z tymi, którzy dopiero zaczynają podróż. Ktoś rzuca kreatywny zlepek przekleństw, bo jest mu zbyt ciasno, tak ciasno, jak każdego ranka i p*******ne o suczej maści MPK nic z tym nie robi, i on wolałby sypać sobie sól na zranionego ch**a niż jeździć tramwajem. Ktoś zaczyna się śmiać, nie jest to zwyczajny śmiech, rechot raczej, wagon wypełnia głośne „rech-rech”.

Ona też się cicho śmieje. Ja się uśmiecham, bo takiego akompaniamentu do erotycznego zbliżenia jeszcze nie miałem i nie spodziewam się, bym za nim zatęsknił. Przestaję go słuchać.

Kolanem na powrót rozchylam jej nogi i znowu zaczynam ją pocierać. Materiał mi przeszkadza, chcę poczuć jej śliskość. Daję sobie minutę, w myślach zaczynam odliczać sześćdziesiąt sekund, gdy jestem przy dwudziestu, poddaję się.

Wydaje mi się, że moje palce drżą, gdy odgarniam materiał, ale to z pewnością jest tylko złudzenie. Pierwszy kontakt. Tłumię w sobie jęk. Moje serce przyśpiesza.

Słyszę, jak głęboko wdycha powietrze.

Miałem rację: jest śliska, gładka i perfekcyjna. Mój palec przesuwa się do góry. Zahacza o łechtaczkę. Ona nie tłumi jęku. Nie jest to głośny jęk i wątpię, że ktoś poza mną jest w stanie go usłyszeć. Znowu zjeżdżam w dół wzdłuż jej pęknięcia, docieram do dziurki i powoli, powoli wkładam w nią palec. Wilgoć i gładkość z każdej strony. Serce znowu przyśpiesza.

Lekko porusza biodrami, tak lekko, że ruch ten czuję tylko na palcu.

Chciałbym ją widzieć, chciałbym poczuć jej zapach, zlizać go spomiędzy jej warg.

Patrzę na jej szklane odbicie, jest w nim niewyraźna, za nią czarna ulica, odrapane z koloru kamienice i żółte forsycje.

Jej uda znowu ściskają mojego penisa. Chcę ją spenetrować. Więcej niż chcę. Jest to jedyna rzecz, która się w tym momencie liczy, która ma sens, która jest aktem koniecznym.

– Wejdź we mnie – najpiękniejsze słowa, jakie w życiu słyszałem.

Bez tych słów nie ośmieliłbym się. A może tak? Nie wiem. Jej słowa popychają mnie do czynu odważnego. Unoszę ją nieco do góry. Przez chwilę jej ciało wisi nade mną. Powoli zaczyna opadać. Nie mogę powiedzieć, że nie ma we mnie ziarna wątpliwości, że nie ma we mnie najmniejszej obawy. Nie mogę tego powiedzieć, bo mam ich wiele, ale się nie liczą, są zupełnie nieważne.

Serce się rozpędza, choć przed chwilą byłem pewny, że szybciej już bić nie może.

Namierzam na ślepo, lecz idealnie. Czubek penisa nagle staje się chłodny od jej wilgoci, wypycham biodra, wchodzę w nią głębiej. Nieco głębiej – jest zbyt ciasna na szybką penetrację. Na szczęście jest też wilgotna, bardziej niż wilgotna. Mokra. Milimetr po milimetrze przedostaję się głębiej. Wolno, wolniej, do tej granicy, za którą jest już tylko bezruch. Lecz mimo tej nieśpieszności chłód znika, zastępuje go ciepło. Gorąco. Tętniące gorąco.

Jej palce ściskają moje uda, wbijają w nie paznokcie. Chciałbym nie mieć na sobie jeansów, chciałbym czuć ostrość jej paznokci.

Nie wiem, czy w zbliżeniu tym jest więcej przyjemności czy tortury. Napięte mięśnie bolą od wstrzymywanych siłą woli ruchów.

Wcześniej, gdy siedziała obok mnie w klubie i patrząc na nią, wyobrażałem sobie nasze zbliżenie, wszystko wyglądało inaczej. W myślach brałem ją mocno. Bez zahamowań. Bez bólu odroczenia. A po wszystkim miałem być tak zmęczony, że nawet otwarcie oczu byłoby zbyt dużym wysiłkiem. Chciałem pieprzyć ją zupełnie. Po powrocie do domu chciałem stracić przytomność z wycieńczenia.

Jest inaczej.

I nie wiem, co jest lepsze: moja wcześniejsza wizja czy to, co się dzieje teraz. Obiecuję sobie jednak, że jeśli dojdzie między nami do drugiego razu, to musi być to w sytuacji, w której nie będę musiał trzymać mojej zachłanności na wodzy.

Wchodzę w nią powoli. Zbyt wolno. Zgrzyt moich zębów brzmi głośno w moich uszach.

Jest ciasna do granicy bólu.

Tramwaj ostro i niespodziewanie hamuje, szarpie całym naszym otoczeniem i nagle jestem w niej do końca. Wydobywa się z niej jęk. Nie wiem, czy zaskoczenia, czy przyjemności.

Ona pozostaje w bezruchu, tylko jej palce zdają się mocniej mnie ściskać.

Poruszam biodrami, wychodzę z niej nieco i znowu się w nią wbijam. I znowu.

Chciałbym zgiąć ją wpół, przyszpilić do podłoża i rżnąć tak, jak nigdy jeszcze nie była rżnięta. Na oczach wszystkich. Niech patrzą.

Jej ciało osuwa się nieco w bok, głowa dotyka okna. Nie dotyka, raczej uderza w szybę w rytm stukotu kół tramwaju.

Na zewnątrz zszarzało, zaczęło siąpić. Zbliżamy się do kolejnego przystanku, większość czekających schroniona jest pod czarnymi parasolami.

Jej oddech zatrzymuje się na szkle. Plama pary pojawia się, by za chwilę zniknąć.

Drzwi się otwierają. Ktoś się przepycha, przepraszając po cichu. A może przeprasza głośno. Nie jestem pewny. Odwracam się w stronę okna. Chłopak, prawie mężczyzna, patrzy na mnie i na nią. Nie odwraca wzroku, gdy nasze oczy się spotykają. Uśmiecha się szeroko. Jego zęby są duże jak klawisze fortepianu. Z tym uśmiechem wygląda żarłocznie. Domyśla się. Wykonuje jednoznaczny gest. Kciuk i palce prawej dłoni tworzą obrączkę, palec wskazujący lewej zaczyna je penetrować. Gestem tym pokazuje mi, że się nie domyśla tego, co robimy – że wie.

Przez moment wygląda, jakby miał zamiar wejść do tramwaju. Zastanawiam się, co zrobi, jeśli wejdzie, czy przepcha się do nas, czy będzie stał nad nami z odbijającą się w spodniach erekcją, rzucając komentarze.

Zastanawiam się, co ja zrobię: zatrzymam to, co się dzieje, czy nie.

Ona go nie widzi. Jej oczy są zamknięte.

Tramwaj rusza, chłopak z wielkimi zębami zostaje na przystanku.

Moje palce budzą się z szoku, wracają do jej łechtaczki.

Kwilenie. Odrywa głowę od szyby, odwraca się w moją stronę. Widzę tylko jej profil. Jej policzek jest zaróżowiony, usta wilgotne, jakby przed momentem je oblizała. I nagle zdaję sobie sprawę, że jeszcze się nie pocałowaliśmy. Całą noc zmarnowaliśmy na słowa. Mówiąc i mówiąc. Trochę się śmiejąc, trochę żartując. Nie wymieniliśmy zbyt wielu dotyków. Nie znam smaku jej niebezpiecznie czerwonych ust. Nie wiem, jak aktywny jest jej język podczas pocałunku. A chciałbym wiedzieć.

– Przestań. To za dużo. Za chwilę nie będę mogła być cicho. – Jej słowa są pełne powietrza.

Zatrzymuję każdy ruch swojego ciała. Moje biodra są nieruchome, palec oddala się od łechtaczki. Zbliżam się do niej tak bardzo, jak tylko mogę, zamykając niewielką przestrzeń między nami. Jej zapach wypełnia moje nozdrza. Ona jest bardziej uzależniająca niż metamfetamina. I daje większego kopa.

Tramwaj nas buja i dzięki temu, wbrew mojej woli, nadal się w niej poruszam.

– Nie znasz mnie, nie wiesz, że jestem maksymalistą. Że u mnie wszystko albo nic – nabieram tlenu w płuca – zatem albo kończymy zabawę, albo jak dobra dziewczynka weźmiesz wszystko, co ci dam, bez słowa sprzeciwu, bez narzekań. Po cichu.

Mój głos jest pewny, ale w środku się boję. Tak cholernie się boję, że jej wyborem będzie nic. Że wszystko się skończy. Że lekko się podniesie, że pociągnie do dołu sukienkę, że zostawi mnie tu samego ze sterczącym fiutem na plastikowym siedzeniu.

Nie wstaje, nie odchodzi.

Moje biodra wznawiają przerwany rytm, palec wraca w okolice łechtaczki. Każde kółko, które zatacza, wywołuje w jej ciele bezwarunkowe wzdrygnięcie.

Poruszam się w niej wolno, a mimo to już po dwóch, może czterech minutach ciśnienie w moim podbrzuszu zaczyna się podnosić. Koncentrować. Zaczyna zaciskać się w pięść i wiem, że nie ma mowy, bym mógł się dłużej powstrzymać. Nie chcę dojść. Naprawdę nie chcę. Ale nie mam nad tym najmniejszej kontroli. Jej wewnętrzne mięśnie zaczynają mnie mocniej ściskać. Miażdżyć. Jestem pewny, że ślepnę na moment. Resztki kontroli gdzieś umykają. Zatrzymuję się. Zaciskam zęby. A orgazm i tak we mnie uderza. Jest agresywny, targa moim ciałem. Jest niemy, tłumiony w środku i może przez to jeszcze agresywniejszy, bo walczący, by wydostać się na zewnątrz. Smak krwi w ustach, przecięta przez zęby warga.

Czuję, jak nasienie wypełnia jej wnętrze. Dochodzę i dochodzę, serce wali mi tak głośno, że jestem pewny, iż każdy w wagonie słyszy jego szybki rytm.

Odchylam się, wpasowuję najwygodniej, jak mogę, w twardy, plastikowy fotel i nagle jest mi tak dobrze, że mam wrażenie zapadania się w plusz.

Przechodzę przez próg wrażliwości, a ona nadal mnie zgniata. Jej spazmy zaczynają sprawiać mi ból. Najsłodszy rodzaj bólu, jaki kiedykolwiek czułem.

 

 


"Kusiciel" - A.J. Gabryel

Książka już teraz jest wielkim hitem i bestsellerem Empiku. Niezwykle gorąca, ale też bardzo emocjonalna powieść o obsesyjnej relacji, trudnej miłości i wielkim pragnieniu, które może zatruć całe nasze życie.

 


W książce znajdziecie prezent od Fun Factory!

 

KUP KSIĄŻKĘ TERAZ!

 

 A.J. Gabryel - bloger erotyczny z ogromną ilością czytelników -  6,5 mln czytelników odwiedza jego blog i czyta opowiadania, recenzje, refleksje. Grzesznik Adam, bo tak przedstawia się autor bloga to Facet na Telefon, który razem z "Kusicielem" ma na swoim koncie już trzy książki.


Ciekawy artykuł?
Zapisz się do newslettera i otrzymuj informacje o następnych!